sobota, 17 czerwca 2017

Husaria Część II Koń i oporządzenie



Wierzchowiec i oporządzenie.



     Konie husarii zasadniczo nie stanowiły jakiejś odrębnej rasy. Ich unikatowa wartość 

wynikała ze szkolenia, 
jakie ów przechodził. W Europie czas szkolenia konia dla kawalerii wynosił jakieś pół roku. 
Te husarskie trenowane 
były przez jakieś trzy lata. Podstawowym narzędziem 
do nauki była bieżnia, 
czyli oddzielony dwoma wysokimi płotami wąski korytarz długości 25-50 metrów z dwoma zabezpieczonymi parkanem kołami, szerokości 2.5-3 m. Koń godzinami ćwiczył intensywny galop połączony z błyskawicznymi nawrotami. W trakcie tej bieganiny zwierzę było oswajane z odgłosami pola bitwy czyli poprzez „ostrzeliwania” z hukiem wystrzałów i przypuszczalnie też owym „łopotem skrzydeł” jaki mógł towarzyszyć szarżom. Dzięki takiemu treningowi husaria jak i inne polskie kawalerie potrafiła niemal w miejscu dokonać nawrotu zmieniając kierunek uderzenia. 

       Gdyby zapytać przeciętnego Kowalskiego, co wie na temat husarii powiedziałby, 
że to była taka ciężka jazda która ciężarem rozgniatała wrogów.
       I jest to akurat jeden z błędnych mitów. Husaria jak wszystkie polskie oddziały (elearowie, pancerni) była jazdą szybką i zwrotną. Tak więc skuteczność ich ataków wcale nie brała się z ciężaru jednostek. Jak napisałem wyżej, rynsztunek husarza był lżejszy 

niż u kirasjera, czy większości rodzajów rajtarii. Atutami tej kawalerii była wyjątkowa kopia, połączona z szybkością manewrów i impetem szarż. (W trakcie bitwy pod Kłuszynem husarze po dziesięć razy robili nawrót i powtarzali atak ).

Rząd husarski:

       W skład oporządzenia jeździeckiego wchodzą następujące elementy: siodło 

ze strzemionami, uzda (ogłowie + kiełzno z wodzami), podpiersie i podogonie 
(wszystkie te elementy składają się na tzw. rząd czyli osiodłanie) jak również olstra na krótką broń palną i czaprak (ewentualnie dywdyk czy czołdar) kładzione pod siodło. Siodło typu husarskiego z wysokimi łękami. Terlica od spodu podklejona płótnem karmazynowym. Łęki oraz końce ławek pokryte blachą mosiężną, złoconą często też rytowaną bądź ornamentowaną.
      Siodła husarskie miały określone zadanie. Oprócz zapewnienia wygody i odpowiedniego prestiżu jeźdźca musiały być przede wszystkim mocnym punktem podparcia dla husarza władającego kopią. Odpowiednio wysoki i szeroki tylny łęk oraz głębokie siedzisko stabilizowały pozycję człowieka na koniu uniemożliwiając wysadzenie z siodła. I to była zasada ogólna, którą spełniać musiało każde siodło husarza (czy to paradne czy bojowe). Każde siodło posiadało specjalny, gruby, skórzany pas zakończony tuleją – tak zwany tok. Konstrukcja ta spełniała istotną rolę w oporządzeniu. Mianowicie w toku opierano kopię. Jego specjalna konstrukcja umożliwiała podtrzymanie głównej broni ofensywnej w dwóch pozycjach: marszowej, kiedy grot skierowany był ku górze i oczywiście bojowej, 

kiedy to siodło a nie ramię husarza przyjmowało siłę uderzenia.
   

   Siodła te miały także inną cechę szczególną. 
W przeciwieństwie do dawniejszych siodeł rycerskich, używane przez husarię siodła spoczywały na dwóch ławkach leżących wzdłuż końskiego grzbietu 
po obu stronach kręgosłupa. Nie uciskały
przez to kręgosłupa, a dodatkowo większa powierzchnia przylegania stwarzała dla konia bardziej komfortowe warunki "pracy". Jest to o tyle ważne, 
że - jak to każdemu koniarzowi wiadomo - kopyta końskie i właśnie grzbiet są najbardziej narażonymi 
na urazy częściami konia. Ich stan determinuje z kolei możliwości wykonywania zadań bojowych 
przez kawalerię. Zachód długo nie doceniał tego typu siodeł (dopiero w XIX wieku przekonano 
się o ich zaletach i zaczęto stosować je na szeroką skalę). Jak więc widać i w tej dziedzinie jazda polska daleko wyprzedzała tamtą część Europy. 

Co z tymi skrzydłami?

          Rynsztunek bojowy, często bogato ozdobiony dopełniały elementy dekoracyjne, takie jak skóry drapieżników: bogatsi szlachcice sprowadzali niezwykle kosztowne skóry lampartów 

czy tygrysów. Ci bogaci trochę mniej, bazowali na rodzimej faunie. Wśród braci szlacheckiej dominowały skóry rysie i niedźwiedzie. Namiestnicy i oficerowie często używali wilczych skór. Ubiór dopełniał żupan pod półzbroją, hajdawery i wysokie buty i… No właśnie, 
czy były to też skrzydła?
          Wiadomo, że ten element w jakiejś formie towarzyszył husarzom od ich początków. Wpierw jednak były to wizerunki na tarczach, czy też pióra przytroczone do czapek, hełmów i tarcz. Wiadomo, też, że mniej więcej w znanej nam formie stelaży przytroczonych 

do pleców skrzydła funkcjonowały w czasach saskich (XVIII wiek) kiedy to husaria 
nie posiadała już większych walorów bojowych. Istnieje kilka poglądów na temat tego elementu. Zwolennicy dekretu Batorego utrzymują, że skrzydła dla postrachu husarze musieli mieć jako etatowe wyposażenie. Na tak zwanej rolce sztokholmskiej , gdzie podczas defilady widzimy husarzy każdy wyposażony jest w jedno skrzydło mocowane do siodła.
         Ale na obrazie obrazującym bitwę pod Kłuszynem zleconym przez Żółkiewskiego można dostrzec, że nieliczni rycerze posiadali ten element.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz