wtorek, 13 czerwca 2017

Kroniki Wiecznego Królestwa - Pan Podziemia

      Część I 

 13000 lat p.n.e.

- Co ci jest Baalelu? – Spytał chropowaty, nieprzyjemny głos.

- Boli mnie! – Zawył an’hariel.

Przypominał trzydziestoletniego mężczyznę o ciemnych, krótko ściętych włosach. Leżał skulony, nagi, bez skrzydeł.  Tam, gdzie się znalazł, niebyło nic. Cherubina ogarniała czarna nicość.
   - Cierpisz przez to co ci zrobiłem? – Spytał obcy, pusty raniący uszy głos.
   - Nie! – Zawył dawny szef ochrony serafiatu. – Chodzi o to jak mnie traktują… O brak szacunku!     Nawet wśród swoich… Samael, Lewiataniel… widzą we mnie tylko pozbawionego talentu pętaka… A pozostali? Ten bufon – Michał. Rafał – szef rady cherubinatu!
  Nigdy nie dał mi prawdziwej szansy, bym mógł udowodnić ile jestem wart…
I jeszcze ten szczeniak, to „cudowne dziecko” – pupilek Ojca… Gabriel! Jeszcze im wszystkim pokażę…
   - Chcesz się na nich odegrać?
  Tak chcę. Jak cholera! W szczególności na tym szczeniaku, który tak mocno mnie upokorzył… Wtedy, gdy walczyliśmy pod Mont Blanc! Kiedy z paroma tysiącami jazdy rozbił moją  awangardę…   Tym razem lepiej bym się przygotował! Nie zlekceważyłbym gnojka!

An’hariel wił się i tarzał w czarnej pustce. Wierzgał, kręcił próbował przemieścić. Nie da się jednak zmienić położenia w nicości. Każdy kto trafi do Nahtra Mon Solua staje się bezwolną marionetką, skazaną na kaprys „Wroga Wszelkiego Porządku”.
   - Cholera! Żebym tylko dostał jeszcze jedną szansę! – zawył w rozpaczy upadły an’hariel.
 – Daj mi szansę, żebym mógł się zemścić! Nie pożałujesz!
   - To, o co prosisz – rzekł Chaos. – Będzie ci dane…
  Baalela przeszył potworny ból. Niezwykle silny skurcz, wygiął jego kręgosłup w nienaturalny łuk do tyłu. Wszystkie mięśnie naprężone do granic możliwości zaczęły pękać.
  Upadły cherubin zawył cierpiąc, kiedy jego gałki oczne pękały z hukiem. „Wróg Wszelkiego Porządku” robił z ciałem an’hariel to co wychodziło mu najlepiej – przekształcał w groteskową karykaturę samego siebie. Dostojna twarz została dosłownie zmiażdżona. Zamiast pełnego majestatu oblicza anioła pojawił się dziwny, nieludzki ryj z wielkimi chrapami i pyskiem wypełnionym krzywymi, ostrymi jak sztylety zębami. W oczodołach wyrosły czerwone, gadzie ślepia. Ludzkie uszy Chaos przekształcił w wielkie jak u byka, oklapłe małżowiny. Na czubku głowy
pojawiła się para grubych, czarnych, zakrzywionych do dołu rogów.
   Plecy Baalela pękły w dwóch miejscach, tuż pod łopatkami. Z każdej rany wystrzeliło po parze obciągniętych skórzastą błoną skrzydeł. Z potrzaskanych żeber pod ramionami wyrosły  dodatkowe łopatki, na których Chaos przytwierdził do ciała an’hariel zaopatrzone w potężne pazury ręce. W dole kręgosłupa, z kręgów wystrzelił gruby, gadzi ogon. Nogi spuchły, nabrały masy. Ludzkie stopy wpierw zmiażdżyła ogromna siła, by potem przeformować w trzypalczaste, grube, podobne
do gadzich szpony.
  Kiedy Chaos zakończył swe dzieło, stworzone przez niego monstrum zawyło. Był to przepełniony bólem i wściekłością ryk rozpaczy.
  - Co czujesz? – Spytał zimny niski zabójczo chłodny głos.
  - Cierpienie! – zawył stwór.
  - Jak wielkie?
  - Większe niż kiedykolwiek umiałem sobie wyobrazić!
  - Wykorzystaj je. Niech to, co czujesz przestanie cię niszczyć, i zacznie cię napędzać…
  - Tak bardzo boli… Nie mogę – parsknął zdeformowany an’hariel.
  - Nie walcz z bólem. Przyjmij go jako część siebie. Tą którą poniesiesz dalej. Do dzieła mojego Brata, by zniszczyć je.
  Dawny cherubin przestał zwijać się w konwulsjach. Odetchnął, jakby z ulgą.
  - Od dzisiaj nikt nie ośmieli się szydzić z ciebie a imię twoje budzić będzie grozę, wśród wszelkich stworzeń w boskim dziele stworzenia. A teraz powstań Baal Zebulu – mój emisariuszu!
Łapami stwór wymacał podłoże, wstał. Dyszał wściekle, jakby upajając się brutalnie doznawanym bólem. Wyprostował swoje poranione cielsko i zarechotał szczerząc kły.
  - Czekam na twoje rozkazy „wrogu wszelkiego porządku” – powiedział.
  - U wrót Nahtra Mon Soula jest największa armia, jaką widział Wszechświat – powiedział Chaos. – Złożona, ze wszystkiego i wszystkich, których wyrwałem z tamtego wymiaru i przekształciłem
na mój obraz i podobieństwo. Jako i ciebie odmieniłem. Weźmiesz jeden z pojazdów kosmicznych, które sprowadziłem tu poprzez Czarną Bramę i udasz się do Królestwa ziemskiego. Tam odnajdziesz krainę „Szinear”. Odszukaj „Migdal Bawel”.
   - Znam to miejsce – rzekł Baal Zebul. – Jest tam wejście do Thill'All Enderen, zwane Bramą Arcadii.
   - Dzięki trans wymiarowemu przejściu, można dostać się znacznie dalej aniżeli Wieczne Królestwo – cedził wróg wszelkiego porządku. – Zdobądź matrycę an’hariel i wprowadź podarowany ode mnie kod a otworzysz tam przejście do Imperium Chaosu. Sprowadzisz na Ziemię moje wojska
i powiedziesz je do Bram Nieba. Zniszczysz tak umiłowaną przez mego brata koronę stworzenia i spalisz Eden.
   - Jak sobie Życzysz – Baal pokłonił się uniżenie.
   - Ruszaj więc. I nie zawiedź mnie… Jeżeli zdradzisz, cierpienie, jakiego doznasz będzie stokroć gorsze od tego, co do tej pory spotkało cię w moim świecie… 


___________________


   1An to sumeryjskie określenie najwyższego Boga – Pana Nieba. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz