niedziela, 19 lipca 2015

Dziewczyna marzeń - Epilog

Leżeli na kocyku, rozłożonym tuż przy brzegu urwiska, w dole błękitne, spienione morskie fale rozbijały się o stromy klif. Słońce przygrzewało mocno, szumiał łagodny wiatr. Nieopodal widać było niewielki zagajnik, stanowiący część starego lasu. Ewa leżała na plecach, ubrana była w zielony, dwuczęściowy kostium kąpielowy. Obok Damian, przez cały czas obserwował swoja partnerkę. Wyglądała ślicznie, uroczo, z włosami niedbale związanymi w kucyk, i jasnymi kosmykami, rozwianymi wiatrem. Mężczyzna był tak zauroczony, że nie był w stanie oderwać od niej wzroku.


Damian objął Ewę, przesuwał delikatnie palcami po jej skórze. Kobieta wyprężyła się, rozkosznie mruknęła. Obydwoje poddawali się kojącej atmosferze spokoju, panującej przy nadbrzeżu.
Mężczyzna odgarnął kosmyk włosów z twarzy kobiety i pocałował ją namiętnie.
- Wiesz – szepnął – nie mogę się nadziwić, temu, że jesteśmy razem. To, że poznałem ciebie, jest najpiękniejszą rzeczą, jaka mi się kiedykolwiek przytrafiła.
- Ale przyjemnie – przeciągnęła się leniwie – to miejsce jest jak raj, zupełnie jak ta twoja wyspa.
- Właśnie dlatego je wybrałem – uśmiechnął się tajemniczo.
- Tak właśnie ona wyglądała? – Spytała.
- Nie żartuj – roześmiał się – przecież ją widziałaś…
Ewa popatrzyła nieco zaskoczona na Damiana.
- Widziałam?
- We śnie, pamiętasz? Spotkaliśmy się na niej.
- To nie możliwe…
- Tak wiem, tobie takie rzeczy się nie przytrafiają.
Spojrzała na niego zaintrygowana, nieco zaskoczona, to właśnie powiedziała Damianowi, kiedy spotkali się we śnie.
- Coś wówczas mi powiedziałeś – rzekła – dopiero, gdy to mi powiesz, uwierzę, że rzeczywiście spotkaliśmy się na twojej rajskiej wyspie.
- Niektóre marzenia się spełniają – powiedział ujmując jej dłonie – zrozumiesz to, jeżeli nauczysz się akceptować i rozpoznawać znaki, które dostajemy każdego dnia – pocałował ją – pamiętam każde słowo tamtej rozmowy, ten sen uświadomił mi, że właśnie ciebie szukałem całe życie.
Kobieta wskoczyła na Damiana, usiadła okrakiem na jego brzuchu.
- Wariat, marzyciel, fantasta – uśmiechnęła się – mój własny, jedyny i niepowtarzalny mężczyzna. O tobie marzyłam, ciebie zawsze chciałam teraz też to rozumiem.
Popatrzyła mu w oczy z żarem, pożądaniem i miłością.
Nieopodal wśród zarośli zagajnika ukrywał się fotograf, był to ten sam mężczyzna, który sfotografował Ewę i Damiana przy wejściu do budynku, w którym mieszkała kobieta. Fotograf pstrykał zdjęcia, nie krył się nawet zbytnio.
- Znowu ten typ – rzekł Damian.
- Kto?
- Przedstawiciel „kółka fotograficznego”.
Ewa dyskretnie się rozejrzała.
- Chcesz to możemy stąd pójść.
- Nie, nie chcę – rzekł mężczyzna – będąc z tobą pewne rzeczy trzeba nauczyć się akceptować. Dobrze mi tutaj, właściwie to, mam ochotę na – mrugnął porozumiewawczo – mały „numerek”.
- Świntuch – kobieta szturchnęła mężczyznę – nie będziesz się wstydzić.
- Czego? – Uśmiechnął się – że obiekt westchnień tysięcy mężczyzn jest mój i szaleje za mną na tyle by kochać się ze mną na łonie przyrody pomimo tego, że obserwuje nas fotoreporter?
Ewa obejrzała się za siebie, popatrzyła na fotografa czającego się w zaroślach.
- Właściwie – rzekła – to jest całkiem podniecające…
Kobieta popatrzyła na swojego partnera zagryzła lekko wargę.
- Zróbmy to – wyszeptała z szelmowskim uśmieszkiem – zabawmy się.
Dłonie Damiana zaczęły wodzić po udach Ewy, przesuwały się do góry, ku biodrom, następnie po plecach do ramion. Mężczyzna zsunął ramiączko stanika. Kobieta nachyliła się, pocałowała go. On delikatnie głaskał jej brzuszek, wolno podążając w stronę pośladków, ona wodziła palcami po jego torsie.
- A, tu się schował nasz wielbiciel przyrody – powiedział Zbyszek.
Fotograf odwrócił się, pstrykając zdjęcia nie spostrzegł kobiety i dwóch mężczyzn, skradających się od lasu.
Piotrek wyrwał nieznajomemu aparat.
- Pokaż no – powiedział i zaczął fotografować wszystko na lewo i prawo.
- Proszę to zostawić – warknął fotograf – wiesz pan ile taki sprzęt kosztuje?
- Pewnie drogi – lekarz otworzył tylną klapkę – ups – parsknął – chyba niechcący prześwietliłem kliszę.
- Ty gnojku – zawołał fotograf i zabrał aparat, sprawdził film – kurwa – warknął wściekle – wiesz pan ile te zdjęcia były warte?
- A co ty tu kolego w ogóle robisz – spytał Zbyszek.
- Jak to co – Beata wyjrzała w stronę urwiska – szpieguje, nie pozwala naszym przyjaciołom nacieszyć się sobą.
Zbyszek pchnął fotografa tak, że ten przewrócił się i sturlał po liściach w dół porośniętej drzewami wydmy.
- Oj nie ładnie – powiedział grafik, podbiegł do mężczyzny i chwycił go za poły kurtki – nie lubię takich typków jak ty – powiedział chłodno.
- To napaść – wydukał fotograf – to naruszenie nietykalności osobistej!
Dziewczyna przyjrzała się uważniej co dzieje się na kocyku przy skraju urwiska.
- O cholera – parsknęła, przekrzywiła głowę na bok – ze Zbyszkiem też tego muszę spróbować...
- Co jest? – Z zainteresowaniem wyjrzał Piotrek – o, widzę, że Ewa z Damianem nieźle szaleją.
Mężczyzna przycupnął za drzewem i bacznie obserwował to co działo się przy urwisku.
- Przestań się gapić – Beata chwyciła za ramię lekarza i odciągnęła od skraju zagajnika – nie będziemy im przeszkadzać.
Obydwoje zeszli ze skarpy i podeszli do Zbyszka szarpiącego fotografa. Grafik przyparł mężczyznę do drzewa.
- Co z nim zrobimy? - Spytał Piotrek.
- Tylko nie bij go misiu – Beata podeszła do Zbyszka i pocałowała go w policzek – nie jest tego wart.
- Wiem co możemy zrobić – uśmiechnął się wrednie lekarz – to samo co Patrykowi Paczkowskiemu.
- O, to mi się podoba – parsknął grafik.
- A co mu zrobiliście? – Zapytała podejrzliwie kobieta.
Zbyszek z Piotrkiem popatrzyli się na siebie z szelmowskimi uśmieszkami.
Było wczesne popołudnie na bazarze we Władysławowie jak zwykle w sezonie o tej porze dnia masa turystów zwiedzała stragany z pamiątkami, tu i ówdzie w barowych ogródka siedzieli klienci rozkoszując się napojami, oraz posiłkiem.
Nagle przy chodniku zatrzymał się z piskiem opon samochód, otworzyły się drzwi, wysiadło dwóch mężczyzn. Po chwili wyciągnęli oni z pojazdu nagiego faceta. Zamieszanie zwróciło uwagę niemal wszystkich, którzy krążyli wokół centrum miasta.
- Nie błagam – wrzeszczał nagus – tak nie można!
Zbyszek z Piotrkiem wywlekli go na środek chodnika, oddali aparat, po czym uciekli z powrotem do samochodu.
Z fotela kierowcy całemu zajściu przyglądała się Beata.
- Teraz przekonasz się na własnej skórze baranie – zawołała – co to znaczy znaleźć się w centrum uwagi!
Kiedy jej towarzysze zajęli już swoje miejsca samochód odjechał z piskiem, pozostawiając nagusieńkiego fotografa. Mężczyzna podniósł się z ziemi, próbował zasłonić aparatem członka, jednak nie wychodziło mu to najlepiej.
Wokół zgromadziła się pokaźna grupka rozbawionych gapiów. Fotograf ścisnął „ptaka” w garści i uciekł w stronę znajdującego się nieopodal lasku.
- Tylko uważaj na kleszcze – wrzasnął jakiś mężczyzna z tłumu – mogą ci nawłazić gdzieś pod ten aparat i dopiero będzie bieda!
- „Chałupy” są w przeciwnym kierunku – zawołała jedna z dziewczyn – pomyliłeś koleś miejscowości!
Fotograf wpadł w zarośla i zniknął wśród drzew. Czekały go ciężkie chwile, biorąc pod uwagę fakt, że jego rzeczy: ubrania, samochód wylądowały w Gdańsku.


                                          Koniec.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz