sobota, 13 czerwca 2015

Dziewczyna marzeń - Alkohol a dobre rady

Odcinek 8

To nie był dla Damiana dobry dzień, zważywszy na to, że Zbyszek nie omieszkał zaprezentować pracownikom biura ogłoszenie, które zamieścili wraz z przyjaciółmi w dzienniku. Przez cały czas mężczyzna słyszał docinki i głupie żarty na swój temat. Sytuacja ta zaczęła robić się irytująca.
- No dobra – powiedział wreszcie zmęczonym głosem – pobawiliście się dzisiaj moim kosztem, teraz byłbym wdzięczny, gdybyście zajęli się pracą i dali mi spokój.
- Nie bądź taki – rzekł Zbyszek – zwykle to ze mnie się nabijacie, chociaż raz daj mi się po napawać twoim nieszczęściem.
- „Raz” – parsknął Damian – od tego wypadku notuję chyba same wpadki.
- Nie płacz już Damianku – wtrąciła Marta – po pracy idziemy na piwo do „Przyczółka”, może wybierzesz się z nami?
- Czemu nie – stwierdził mężczyzna – miło będzie chociaż raz po przebywać w miłym sympatycznym towarzystwie, zamiast – wymownie popatrzył na Zbyszka – z bandą okrutnych pijaków.
Marta Wesołowska była jedną z trzech kobiet pracujących w firmie. Nie wysoka, drobniutka z roziskrzonymi, jasnymi oczami i blond loczkami. Zawsze wesoła, lubiła żartować, to ona stanowiła często dusze towarzystwa. Pozostałe dwie panie wydawały się dużo poważniejsze od niej. Kinga Preisner była wysoką brunetką z krótkimi włosami, jeżeli ktoś jej dobrze nie znał, uważał, że zadziera nosa. Patrycja Witkowska szatynka, o ciemnej cerze i czarnych oczach w każdej sytuacji, jaka zaistniała w biurze potrafiła zachować powagę. Jednak kiedy pracownicy firmy udawali się na piwo do „Przyczółka” kobiety pokazywały, że po za pracą są zupełnie inne.

Siedzieli w ciasnej, zadymionej sali, z kinkietów sączyło się słabe żółtozielone światło. Jedynie wielki klosz nad stołem bilardowym rozjaśniał nieco po-mieszczenie. Przy ścianie mieścił się półokrągły bar, za którym stał podstarzały barman, mężczyzna gapił się w telewizor, czekając na klientów, którzy będą chcieli zamówić drinki. Drewniane, okrągłe stoliki, wsparte na grubej podstawie, przymocowane były do podłogi, tuż przy brązowych pikowanych kanapach, ściany poobwieszane były „suwenirami”, jakie przywieźli właściciele i klienci z różnych części świata. Wśród pamiątek znajdowały się między innym koszulki sportowców, rękawice bokserskie, fajki, trąbki zdjęcia z dalekich wy-praw. W rogu, przy ścianie na narożnej półce stał wielki, trzydziestocalowy telewizor. Kolumny rozmieszczone w kątach wydawały z siebie głośne łupanie.
Na trzech kanapach, otaczających sporej wielkości stół zasiedli Damian, Marta, Zbyszek, Kinga i Patrycja. Na blacie stało pięć szklaneczek, wypełnionych złocistym piwem, oraz koszyczek chipsów. Muzyka grała głośno, jeżeli chciało się coś powiedzieć, trzeba było ją przekrzyczeć. Wszyscy rozmawiali podniesionymi głosami, żartując opowiadając anegdoty. W tych przodował Zbyszek i Marta, obydwoje najlepiej relacjonowali zabawne historyjki ze swojego życia.
- No i co teraz zrobisz – powiedziała podniesionym głosem Marta – naprawa samochodu to trochę kosztowna sprawa, tym bardziej, kiedy chcesz to zrobić bez porozumienia z ubezpieczycielem.
- Ale i tak jestem zadowolony – uśmiechnął się Zbyszek – umówiłem się z tą dziewczyną na jutro po pracy.
- To już nie rozumiem – rzekła Kinga – to był wypadek, czy celowo w nią wjechałeś?
- Wypadek – westchnął Zbyszek – wszystko przez niego.
- Prze ze mnie – parsknął Damian – to wasza sprawka, że to ogłoszenie wylądowało na billboardzie. Teraz to do mnie będą wydzwaniać wariatki.
- A jeżeli wśród tych „wariatek” będzie ONA – uśmiechnęła się Patrycja – to co?
- Sam już nie wiem, może ONA rzeczywiście jest tylko i wyłącznie snem. Może w czasie wypadku oberwałem po głowie mocniej niż mi się zdaje? Jesz-cze parę dni temu mógłbym przysiąc, że ta kobieta istnieje naprawdę, dzisiaj już szczerze mówiąc nie jestem tego taki pewny.
- Aj Damian romantyk z ciebie – stwierdziła Marta – to rzadkość w tych czasach.
- Sam nie wiem, czy to dobrze czy źle.
- To urocze – powiedziała Patrycja – nawet nie zdajesz sobie sprawy ile kobiet żałuje, że ich partnerzy nie potrafią sami z siebie wykonać jakiegoś romantycznego gestu. Mojemu Sebkowi wszystko trzeba wykładać „łopatologicznie”. Sam z siebie nawet nie kupił mi kwiatów. Zawsze muszę dawać mu dyskretne sygnały, żeby „zajarzył”. Jeżeli nie powiem mu: „Kochanie te kolczyki są przecudowne, chciałabym dostać takie na rocznicę” – to nigdy mi ich nie kupi. Ty masz fantazję i jesteś uroczy, wiesz ile kobiet właśnie tego szuka u partnera?
- Wiele – stwierdził z przekąsem Damian – a ile z nich stwierdza po wszystkim, że romantyczne uniesienie jest nie dla nich. Wpierw tego wymagacie, chcecie mieć mężczyznę czułego, wrażliwego, takiego, który bez powodu kupi kwiaty i zaprosi na kolację przy świecach. A kiedy już takiego macie stwierdzacie, że jednak nie tego wam trzeba i wybieracie jakiegoś „Kingkonga” który jedyne na czym się zna to porządne p…
- No dokończ – parsknęła Marta, rozbawiona tokiem rozumowania kolegi – czego to potrzebujemy?
- Daj spokój – skrzywił się – pierwszą rzeczą, jaką słyszałem od Izy, ilekroć przychodziłem z kwiatami to było: „Za co to” a potem „co przeskrobałeś” z „kim byłeś” – jakby kwiaty akceptowała jedynie jako formę przeprosin. Nie mogła zrozumieć tego, że kupowałem je dla niej tylko dla tego, że były śliczne i zasługiwała na to by je otrzymać bez żadnego istotnego powodu.
- Problemem kobiet – stwierdziła rzeczowo Kinga – jest to, że mężczyźni ich nie rozumieją.
- No, tośmy właśnie Amerykę odkryli – wtrącił z sarkazmem Zbyszek.
- Wam mężczyznom wydaje się, że każda kobieta chce tego samego – westchnęła Patrycja – prawda jest taka, że każda z nas marzy o czymś innym. Znalezienie odpowiedniego partnera to nie jest kwestia miłości, tylko sprawa stosunku wad do zalet i tego, czy do danego zestawu cech partnera można się przyzwyczaić i zaakceptować czy też nie. To cała filozofia.
- Zgadzam się z koleżankom – Zbyszek podniósł swój kufel i wziął łyk piwa.
- Przestań Patrycja – skrzywiła się Kinga – niektórym do szczęścia w związku potrzebna jest miłość. Najważniejsze jest uczucie, wszystko inne ma znaczenie drugorzędne. Inaczej w życiu nie znalazłabyś partnera idealnego dla siebie.
- Co ty bredzisz? – oburzyła się Patrycja.
- Kochanie, życia by ci nie starczyło, żeby znaleźć faceta, którego wady jesteś w stanie zaakceptować, jedyna szansa na trwały związek to taka, że się zakochasz, wówczas uczucie przesłoni ci wszystkie niedostatki „oblubieńca” – powiedziała pół żartem Kinga – i jego wady przestaną ci przeszkadzać.
- Tak więc widzicie panowie – Marta puściła oczko – każda kobieta jest inna i ma swoją wizję mężczyzny doskonałego. A jak to wygląda u was?
- Oby tylko chętnie rozkładała nogi – palnęła żartem Patrycja.
Dziewczyny roześmiały się z dowcipu, natomiast panom wydał on się nieco żenujący. Mężczyźni popatrzyli na siebie nie wiedząc co powiedzieć.
- U nas – w końcu odezwał się Damian – jest chyba dokładnie tak samo, każdy poszukuje czegoś innego.
- A wy czego poszukujecie – Marta popatrzyła roziskrzonymi oczyma na panów.
- Damian psychiatry – powiedział półżartem Zbyszek – a ja ślicznej rudej studentki.
- Nie, ale ja pytam poważnie – westchnęła dziewczyna – liczyłam na szczerość a nie głupie docinki.
- Daj spokój to faceci – stwierdziła Patrycja – oni nie rozmawiają o uczuciach z „babami” – zakpiła – nie wiesz, że każdy samiec w obliczu samicy musi zachowywać się jak byk rozpłodowy w czasie rui, wydymać chrapy, prezentować rogi, za wszelką cenę zrobić wrażenie na samicy. Jedyne, na co można u nich liczyć to właśnie głupie żarty. Bo nie wypada przed samicą okazywać słabości.
- No ładnie – Damian napił się piwa ze szklanki – widzę, że kobiety o nas wiedzą dokładnie tyle samo, co my o nich.
- To znaczy? – Spytała Kinga.
- Absolutnie nic – wtrącił beznamiętnie Zbyszek.
- Jak was słucham – parsknęła Patrycja – to zaczynam się zastanawiać, ja-kim cudem nasz gatunek przetrwał tak długo. No bo skoro kobiety nic nie wiedzą o facetach a mężczyźni o babkach to jak to się dzieje, że jedna płeć z drugą jest w stanie „spowodować potomstwo”? Być może właśnie do tego tylko po-winniśmy dążyć. Żyć w dwóch oddzielnych światach, spotykać się tylko na małym „rypanku” potem wracać do własnych stad.
- Ale bzdury opowiadasz – pokręciła głową Kinga – a co z następnymi pokoleniami? Jak wychowywać dzieci?
- Normalnie – parsknęła Marta – dziewczynki zostawiać u siebie chłop-ców po dziesiątym roku życia podrzucać panom.
- Tak – westchnął Damian – i to mówią kobiety, które stwierdziły, że z mężczyznami nie da się normalnie porozmawiać, bo zaraz wszystko obracają w żart.
- O co ci chodzi?
- No, jak wy to widzicie, nam żartować nie wolno a wam tak?
- A kto mówi, że żartujemy – z niezwykle poważną miną stwierdziła Patrycja.
Mężczyźni popatrzyli na siebie z kwaśnymi minami, nie wiedząc jak zrozumieć to, co przed chwilą powiedziała ich koleżanka. Dziewczyny chciały jak najdłużej zachować poważną minę, ale wkrótce zaczęły „pękać” jedna po drugiej wybuchły śmiechem.
- Tak śmiejcie się z nas – parsknął Damian – ja tu już liczyłem, że będę miał przed kim „otworzyć serce” szczerze porozmawiać o swoich sercowych kłopotach i rozterkach… – westchnął
- Naprawdę? – Zdziwiła się Kinga.
- Nie – parsknął mężczyzna – za bardzo się boję, że to, co powiem zostanie wykorzystane przeciwko mnie. Z doświadczenia wiem, że potraficie być okrutne.
Wibracje i dźwięk telefonicznego dzwonka przypomniały Damianowi o je-go komórce, spoczywającej w kieszeni. Wyciągnął aparat i odczytał SMS-a.
- Zaczyna się – mruknął.
- Co takiego – Marta zajrzała mu przez ramię – o zdaje się pierwsza kandydatka na żonę – stwierdziła.
- Pokaż no – Zbyszek wyrwał telefon koledze – „przeczytałam Twoje ogłoszenie i bardzo mnie ono zaintrygowało” – czytał na głos – „chciałabym spotkać się z Tobą by porozmawiać. Jeżeli zdecydujesz się ze mną umówić na-pisz na podanego mail-a” – pod spodem znajdował się adres poczty elektronicznej.
Oddał aparat Damianowi.
- Od kogo to? – Spytała Kinga
Damian wyszedł w menu telefonu i sprawdził połączenia przychodzące.
- Nie wiem – wzruszył ramionami – numer jest zastrzeżony – odłożył telefon na stół.
- I co – zapytała Marta – spotkasz się z nią?
- Nie wiem – mężczyzna pociągnął łyk piwa – nawet nie jestem pewien czy to ona, być może ktoś – znacząco popatrzył na Zbyszka – robi sobie głupi kawał.
- Nie patrz tak na mnie – żachnął się mężczyzna – to nie moja robota, po za tym odradzam ci to spotkanie. Nigdy nie wiadomo na kogo możesz trafić.
- Nie możesz zignorować tej wiadomości – stwierdziła Patrycja – jeżeli nie umówisz się z tą osobą nigdy nie będziesz wiedział, czy to przypadkiem nie była ONA.
- Dajcie spokój – westchnął Damian – nie mam ochoty zrobić z siebie głupka.
- Czasem kobiety lubią, gdy mężczyzna robi z siebie idiotę – oznajmiła z szelmowskim uśmieszkiem Kinga – umów się z nią, bo inaczej do końca życia będziesz żałował, że nie upewniłeś się, czy to właśnie nie była ta dziewczyna.
- Posłuchaj tej rady – stwierdziła Marta – w końcu nic nie stracisz, bo przecież lepiej żałować tego, co się zrobiło, aniżeli tego, że czegoś się nie zrobiło.
- Wiecie co dziewczyny? Macie rację – oznajmił Damian po chwili namysłu – w końcu co mam do stracenia?
- Życie człowieku, życie – powiedział Zbyszek – nigdy nie wiadomo co to za jedna.

Jeszcze tego samego wieczora Damian korzystając z tego, że jest na lek-kim, dodającym odwagi rauszu, napisał na podany w SMS-sie adres krótki liścik. Umówił się z nieznajomą na następny wieczór w pubie „Thera” o ósmej.

                                        KONIEC

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz