piątek, 19 czerwca 2015

Dziewczyna marzeń - W świecie mediów

Odcinek 4

Tej nocy Damianowi znowu przyśniła się wyspa, tym razem była ona inna, jakby niekompletna. Fale morskie straciły swój błękit, tropikalna dżungla zrzedła, liście na palmach po brązowiały. Było tam zupełnie cicho, jakby wszystkie zwierzęta nagle zniknęły. Pobiegł od razu do obozowiska z nadzieją, że ujrzy tę, którą spotykał tylko we śnie. Przeraził się, kiedy dotarł na miejsce, jego najgorsze przeczucia się ziściły. Ich obozowisko było zniszczone, domek na drzewie rozpadł się niemal zupełnie, palenisko okryły hałdy piachu z pobliskich wydm. Narzędzia, które wyciągnęli z kryjówki przemytników leżały porozrzucane po całym urwisku. Nie było śladu po jego ukochanej.
Zerwał się w środku nocy zlany zimnym potem i już nie usnął do rana. Przez kilka godzin kręcił się z boku na bok rozmyślając o tym, czy to był jedynie zwykły koszmar senny, czy coś więcej. Przestraszył się tego, że nie ujrzy już nigdy tej kobiety, nawet we śnie.

Rano zadzwonił do biura i nałgał, że jest chory, wiedziała, że nie będzie problemu z załatwieniem kilkudniowego zwolnienia lekarskiego, Piotrek wypisze mu je bez mrugnięcia okiem.
Mężczyzna postanowił zastosować się do rady Ewy, jeszcze tego dnia umówił się z kilkoma dziewczynami, które zadzwoniły do niego po publikacji artykułu. Przez następne półtora tygodnia codziennie spotykał się z kobietami, które odpowiedziały na ogłoszenie. Nie były to wariatki, jakich się spodziewał. W większości trafił na miłe, nieco nieśmiałe dziewczyny, poszukujące tego samego co on, jedynej, niepowtarzalnej prawdziwej miłości. Kilka dziewcząt umówiło się z nim tylko i wyłącznie z ciekawości, jedna chciała poznać Ewę Drazgę – Siarczyńską i liczyła, że Damian jej to umożliwi, dwie rozpoznały w portrecie, zamieszczonym przy artykule siebie. Żadna z nich jednak nie była tą, o której niegdyś śnił.
Dziennikarka miała rację, po kilku dniach telefon przestał dzwonić, nie było nowych chętnych na spotkanie, po dwóch tygodniach zapanował zupełny spokój, cała sprawa odeszła w niepamięć.
Damian był nieco zawiedziony, tym, że dziewczyna, o której śnił nie odpowiedziała na jego ogłoszenie, długo zastanawiał się czemu. Powody mogły być rozmaite, być może nie chciała się angażować w aferę medialną, nie lubiła trafiać na łamy czasopism, nie wiedziała, że anons zamieścił właśnie on, bądź w ogóle nie istniała. W pamięci przywoływał peron pod dworcem centralnym i twarz kobiety, którą wówczas spostrzegł. Kiedy go zobaczyła patrzyła jakby rozpoznała swojego towarzysza z wyspy. Chociaż równie prawdopodobnym było to, że ta dziewczyna w pociągu popatrzyła się tak na niego, ponieważ stwierdziła, że jakiś wariat za oknem wlepiał dziwnie w nią oczy. Niczego nie był już pewien. Faktem jednak było to, że mimo usilnych starań nie odnalazł swojej towarzyszki z wyspy. Przez kilka dni Damian chodził wyjątkowo struty, i strapiony, w końcu do akcji postanowili wkroczyć Piotrek ze Zbyszkiem, po ciężkich staraniach udało im się namówić przyjaciela na sobotni „wypad” do „Fortuny” na imprezę klubową.
W lokalu muzyka głośno dudniła, setki kolorowych świateł mrugały, oblewając swym blaskiem parkiet i tańczących na nim ludzi. Było tłoczno, niemal wszystkie stoliki zostały zajęte, po klubie kręciło się mnóstwo młodych, wyzywająco ubranych dziewcząt, bezpruderyjnie prezentujących płaskie opalone brzuszki, czy zgrabne nogi. Nie brakowało napalonych, pijanych mężczyzn, tępo wodzących za zgrabnymi tyłeczkami uczestniczek zabawy.
Damian usiadł przy oświetlonym neonami barze, pełnym rozmaitych, kolorowych trunków i zamówił drinka, tego wieczora nie miał ochoty na zabawę, kątem oka obserwował Zbyszka, bawiącego się z Weroniką – swoją rudą studentką, którą poznał poprzez stłuczkę. Obydwoje wyglądali na szczęśliwych raźno hasając po parkiecie. Właśnie leciał głośny, szybki, rytmiczny utwór, ale ci dwoje tańczyli w swoim wolnym, pląsającym rytmie. Kobieta zarzuciła ręce na szyję partnera, on czule obejmował jej biodra, przytuleni mocno do siebie, patrzyli sobie w oczy. W przeciwnym kącie dyskoteki ustawione były kanapy, na których zmęczeni goście mogli odpocząć, rozkoszując się drinkami i zakąskami. Na jednej z nich, pośród tłumku młodych dziewcząt siedział Piotrek. Kobiety co chwila wybuchały śmiechem słuchając anegdot, opowiadanych przez lekarza. Widać było, że mężczyzna jest w swoim żywiole.
Piotrek widząc Damian przy barze kiwną ręką na niego, by dołączył do towarzystwa. Rzemojewski nie miał na to ochoty, zabrał swojego drinka, udał się na górę, prosto do drzwi prowadzących na wielki taras, znajdujący się na tyłach klubu. Wyszedł z budynku na świeże powietrze, z sali tanecznej echo niosło przytłumione dudnienie i masę nakładających się na siebie głosów. Na zewnątrz panował spokój, z położonego tuż nad skarpą tarasu rozciągał się widok na poprzecinany eleganckimi, dobrze oświetlonymi alejkami park miejski. Na bezchmurnym niebie doskonale widoczne były migotliwe jasne punkciki, światełka setek tysięcy gwiazd.
Na jednej z ławeczek, ustawionych przy barierce siedziała jakaś para. Mężczyzna i kobieta zdawali się być zupełnie pochłonięci sobą, pogrążeni w namiętnym pocałunku nie zauważyli Damiana. Chłopak wodził zmysłowo dłońmi po ciele swojej partnerki, wolno przesuwał rękę po jej udzie w górę, nieubłaganie zmierzając pod jej króciutką spódniczkę.
Damian przez chwilę im się przyglądał, w końcu głośno odchrząknął, by zamanifestować swoją obecność. Dwoje kochanków zareagowało natychmiast, mężczyzna wyciągnął swe dłonie spod ubrania dziewczyny, ona szybko poprawiła odzież, obydwoje usiedli, jakby przyszli na kazanie do szkółki niedzielnej.
Grafik klapnął na sąsiednią ławkę, obserwował księżyc, nie zwracając prawie wcale uwagi na zakochaną parę. Kochankowie przez parę minut czekali, aż intruz sobie pójdzie, widząc, że nic z tego nie będzie w końcu sami zabrali się z tarasu. Damian pozostał sam.
W dyskotece muzyka głośno dudniła, DJ dawał popis miksowania utworów, na parkiecie trwała nieustanna zabawa. W jednej z tak zwanych lóż dla VIP-ów, przy stoliku siedziała Ilona Frykowska w towarzystwie męża Sebastiana i swojej najlepszej przyjaciółki Ewy. Pomieszczenie było niewielkie, odseparowane od reszty piętra parawanem z gipsu i zasłoną w miejscu drzwi.
Na czarnym, skórzanym fotelu siedział Sebastian, był mężczyzną po trzydziestce, nosił kilkudniowy zarost, miał krótkie, zmierzwione, nieznacznie siwiejące włosy i ciemne oczy. Ubrany był w sportową marynarkę, golf i pantofle. Na kolanach u męża siedziała Ilona, jej ciemne, długie włosy spięte były w fantazyjny kok, ubrana była w czarną, obcisłą bluzkę z pokaźnym dekoltem, ciemne, opinające biodra mini i delikatne pończochy, dobrane pod kolor. Po przeciwnej stronie okrągłego stolika siedziała Ewa, ubrana w białą sukienkę mini z „ramiączkami” i kaszmirowy, fioletowy sweterek.
Małżeństwo obściskiwało się wzajemnie, obsypując pocałunkami, niemal w ogóle nie zwracali uwagi na kobietę, siedzącą obok. Dziennikarka zaczynała się powoli nudzić, bezmyślnie spoglądała na parkiet, próbując wypatrzeć tam kogoś interesującego.
- Czemu nie pójdziesz na dół potańczyć trochę – powiedziała Ilona, widząc kwaśną minę przyjaciółki – w końcu po to cię tu przyprowadziłam, byś poznała jakiegoś ciekawego mężczyznę, zabawiła się trochę.
- Popatrz w dół – westchnęła Ewa – to są same szczyle.
- No i o to chodzi – stwierdziła Frykowska – każdy z nich oddałby wszystko, by zabawić się z redaktor Ewą Drazgą – Siarczyńską. Większość z tych chłopców zapewne co najmniej raz bawiło się „wackiem” przed twoim zdjęciem i byłaby w siódmym niebie, mogąc poznać cię osobiście. Możesz wybierać do woli. Znajdź sobie jakiegoś jurnego ogiera i wykorzystaj swój „seksapil”.
- Świat nie polega tylko i wyłącznie na seksie – stwierdził Ewa – nie mam ochoty, na zabawę w uwodzenie rozkapryszonych smarkaczy.
- Świat na seksie może się nie kończy – wtrącił Sebastian – ale pomaga się odprężyć. Powiedz, czy ty nie odczuwasz potrzeby rozładowania od czasu do czasu napięcia erotycznego?
- No wiesz? Każdy ma swoje potrzeby – mruknęła dziennikarka – to nie twoja sprawa jak ja je zaspokajam.
- Daj spokój, to urodzona „pracoholiczka” – stwierdziła Ilona – po za dziennikarstwem nic dla niej się nie liczy.
- No ale dzisiaj będzie inaczej – oznajmił Sebastian – tam w dole jest masa młodych, napalonych „ogierów”, Ewcia sobie jednego z nich wybierze i zabawi się z nim, jak jeszcze nigdy w życiu. Taki młodzik naprawdę dużo może, trzeba go tylko dobrze pokierować.
- Tak, pamiętam, jaki ty byłeś zestresowany kiedy się pierwszy raz kochaliśmy – uśmiechnęła się Ilona – ale kiedy już się rozluźniłeś, dałeś prawdziwy popis.
- No pamiętam – Sebastian pocałował żonę w policzek – dobrze, że ty byłaś wtedy spokojna. Wracając do Ewy – popatrzył z dziwnym szelmowskim uśmiechem na kobietę – chętnych na to, by się z tobą pobawić będzie wielu, sam bym ustawił się w kolejce do ciebie, gdyby nie to, że jestem żonaty – puścił oko.
- Świnia – Ilona szturchnęła męża w ramię udając oburzenie.
- Kochanie nie złość się, przecież wiesz, że seks bez ciebie to dla mnie żadna frajda, ale tak wylądować w łóżku – powiedział półżartem do żony – z uwodzicielską brunetką i seksowną blondynką – puścił oczko do Ewy – to było by coś.
- Ty świntuchu – Ilona jeszcze raz pacnęła męża – tobie tylko jedno w głowię?
- Mężczyźni – westchnęła i pokręciła głową Ewa.
Sebastian objął czule żonę i cmoknął w szyję.
- Wiesz przecież, że od kiedy cię poznałem – powiedział parząc jej w oczy – nie liczy się dla mnie żadna inna kobieta.
Pocałowali się namiętnie, Ewa siedziała jak na pineskach, czuła się głupio, gapiąc na zaloty pary swoich najlepszych przyjaciół. Przyszło jej do głowy, że jest im potrzebna jak „piąte koło u wozu”. Kto wie, co by wyprawiali w tej loży, gdyby jej tam nie było.
- Tak, pani Drazga – Siarczyńska jest u nas dzisiaj – usłyszeli głos jednego z ochroniarzy – proszę tędy panie Walendowicki.
Ewa otworzyła szeroko oczy, wymownie popatrzyła na przyjaciółkę.
- To nie moja sprawka – parsknęła Ilona widząc wściekłe spojrzenie dziennikarki – ja go nie zapraszałam.
- O co chodzi? – Spytał Sebastian – o Szymka? Dzwonił dzisiaj do mnie, pytał się czy będziemy w domu.
- Co mu powiedziałeś? – Spytała Ilona.
- No, że idziemy z Ewką do „Fortuny” – wzruszył ramionami.
Zasłona w wejściu odchyliła się, przez szparę wyglądał głupawo ciesząc się aktor.
- A tu jesteście – wyszczerzył zęby – witam szanownych państwa.
Usiadł na fotelu obok Ewy nie czekając na zaproszenie, ujął w dłonie rękę dziennikarki. Gdyby wzrok mógł zabijać spojrzenie kobiety rozerwałoby Walendowickiego na strzępy.
Ilona wymownie popatrzyła na męża, Sebastian rozpoznał od razu gniew, malujący się na twarzy żony, ale nie bardzo wiedział o co mogło jej chodzić.
- Nici z igraszek – Ilona szepnęła mężowi na ucho – życzę miłych snów, na kanapie.
- Co ja takiego zrobiłem – parsknął zaskoczony Sebek, popatrzył na nadąsaną Ewę i od razu pojął w czym rzecz –acha – mruknął – ale wpadka…
- Cóż za niesamowity zbieg okoliczności – powiedział Szymon – wygląda na to, że myślimy podobnie. Rzec można, że nawiązaliśmy telepatyczną więź, podświadomie dążąc do tego, by się tu dzisiaj spotkać.
- Odczep się – parsknęła Ewa – przyszłam tu ponieważ… Mam się tu spotkać ze swoim narzeczonym – oznajmiła po zastanowieniu.
- Akurat – uśmiechnął się Szymon – Sebek powiedział, że nie masz nikogo…
Sebastian spostrzegł dwie pary błyszczących wściekłością, kobiecych oczu, świdrujących go z pogardą. Gdyby mógł, zapadłby się pod oparcie fotela.
- Za chwilę będzie tu fotograf, zrobi nam kilka fotek – oznajmił Walendowicki – chyba nie masz nic przeciwko temu.
Ewa była wściekła, nie miała ochoty na to, by ją fotografowano w towarzystwie tego nadętego bufona, w dodatku ofiarami reportera mogli stać się też jej przyjaciele. Wyglądało na to, że Szymon nie liczył się wcale z tym, że dziennikarka nie jest nim absolutnie zainteresowana. Dla aktora ważne było tylko jedno: taka „sesja zdjęciowa” mogła jeszcze podnieść jego i tak wysokie „notowania”.
- Przepraszam – powiedziała rozgniewana kobieta, podniosła się ze swojego miejsca – idę do łazienki.
Ominęła, chcącego ją zatrzymać przy sobie Walendowickiego, odsunęła zasłonę i pobiegła w kierunku damskiej ubikacji.
W łazience grupa rozkrzyczanych, kolorowo ubranych dziewcząt wesoło dyskutowała przy poprawie makijażu o kosmetykach i chłopakach. Dziennikarka odnalazła wolną umywalkę i zajęła miejsce przed lustrem odkręciła wodę i poparzyła na swoje odbicie.
- Co za beznadziejny wieczór – mruknęła sama do siebie.
- Wiesz pan kim ja jestem? – redaktorka usłyszała znajomy głos pod drzwiami ubikacji – pięćset złoty – oznajmił Szymon – zabieram moja dziewczynę, wychodzimy z łazienki i zapominamy o sprawie.
Ewa czym prędzej zakręciła wodę, zabrała torebkę i uciekła do kabiny zatrzaskując za sobą drzwi.
- Skarbie, moje ty kochanie – Walendowicki wpadł do damskiej ubikacji – gdzie się podziewasz me słońce?
Rozległy się piski dziewcząt pudrujących noski przed lustrem.
- Jejku – dziennikarka usłyszała głos jakiejś kobiety – to on, Szymon Walendowicki!
Przed kabinami rozległ się harmider, piski przerażenia zamieniły się w dziki euforyczny krzyk.
- Panie, spokojnie… – Wydukał aktor.
Ewa uchyliła ostrożnie drzwi i wyjrzała przez szparę, zobaczyła pokaźny tłumek nastolatek okrążający idola, każda z dziewcząt próbowała dotknąć mężczyznę, którego podziwiały na ekranach kin i telewizorów. Wielbicielki podtykały coraz to inne przedmioty, na których gwiazdor złożyć miał swój autograf. Kosmetyczki, torebki, notesiki, bluzeczki, któraś z panienek dała nawet swoje majtki. Szymon uwijał się jak w ukropie, bezradnie rozglądając się za Ewą.
Dziennikarka postanowiła skorzystać z zamieszania, otworzyła drzwi od kabiny i na czworaka wyczołgała się z łazienki, kiedy była już na zewnątrz. Próbowała czym prędzej wydostać się z klubu, ruszyła w stronę schodów prowadzących na dół, lecz tam już na nią czekał wierny „cień” gwiazdora Wiktor Okonski. Kobieta błyskawicznie musiała zmienić plany, odwróciła się na pięcie i poszła do pierwszych napotkanych, otwartych drzwi.
Damian siedział sobie spokojnie na ławeczce, obserwując rozświetlone setkami tysięcy, kolorowych świateł miasto, kiedy spostrzegł jakąś dziewczynę wybiegającą z klubu, było ciemno, to też nie od razu ją rozpoznał. Kobieta zamknęła za sobą drzwi i ruszyła w kierunku barierki, popatrzyła w dół skarpy, po czym zaczęła gramolić się na drugą stronę ogrodzenia.

- Pani Ewa – powiedział rozbawiony sytuacją.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz